Wydawca treści Wydawca treści

NADLEŚNICTWO DĘBICA W PRASIE

 

 

NADLEŚNICTWO DĘBICA W PRASIE
Serdecznie zapraszamy Państwa do zapoznania się z opisami naszych leśnictw, które wchodzą w skład Nadleśnictwa Dębica. Można dowiedzieć się o wielu ciekawostkach nie zawsze oczywistych i powszechnie dostępnych. Poniższe teksty to seria artykułów prasowych Pani Barbary Kmiecik – Niedziela, które ukazały się w tygodniku Obserwator Lokalny.
Życzymy przyjemnej lektury

Leśnictwo Wolica


Na obrzeżach lasu w Zawadzie znajduje się brama, której nie można odmówić oryginalności. Wygląda trochę jak nie z tego świata. Zamknięta na kłódkę, ale można ją ominąć Zamontował ją Stanisław Borek, właściciel gruntu, wierząc, że w ten sposób uchroni teren przed dewastacją.


Leśnictwo Wolica jest prawdopodobnie najbardziej znanym mieszkańcom Dębicy – leży o rzut beretem od centrum, a kilkanaście ulic albo z nim sąsiaduje, albo znajduje się w samym lesie. Można powiedzieć, że stanowi granicę pomiędzy miastem a wsią, cywilizacją a naturą. Mieszkańcy mówią o mikroklimacie panującym po drugiej stronie lasu. Rzeczywiście tam dłużej utrzymuje się śnieg i wieją wiatry, które dają poczucie bycia w zupełnie innej czasoprzestrzeni. I opowiadają historie tych terenów. A jest o czym…


Niebezpieczne nimfy


Jeden z przysiółków Wolicy nosi nazwę Kopaliny. Już dawno ludzie zauważyli, że ziemia na tym terenie nadaje się nie tylko na uprawę. Wykopywali glinę i używali jej do stawiania pieców, wygładzania ścian, jako składnika kompozytu przy wykonywaniu podłóg. Później rozpoczęto wydobycie na masową skalę. Do niedawna przy ul. Skowronków działała kopalnia iłu, skąd kolejką wąskotorową dowożono surowiec do dębickiej cegielni. Legenda opowiada historię Pietrka, ubogiego parobka z Kawęczyna, dla którego wyprawa na Kopaliny po glinę była jedną z ostatnich. Wracając, spotkał leśną boginkę, i nie potrafił już o niej zapomnieć. Kilka dni później udał się na uroczysko, przed którym starzy mieszkańcy przestrzegali zawsze młodych, i słuch o nim zaginął. W okolicy Rękawa (część lasu pomiędzy Łysą Górą a Kopalinami) niedaleko dolinki zwanej Boginkami znaleziono jedynie jego koszulę.


Miejsce, o którym szczególnie pamiętał Bóg


Wzgórza Wolicy naznaczone są śladami wdzięczności, jaką mieszkańcy okazywali Bogu. W miejscu wyjątkowym, bo na granicy Dębicy, Latoszyna i Gumnisk, w 1910 r. Jan i Marianna Pankowie zbudowali kapliczkę, by podziękować za drugą córkę. Uczynili w ten sposób zadość przyrzeczeniu, które złożyli przed cudownym obrazem w Zawadzie. Historia jest tym ciekawsza, że figura Madonny z kapliczki w 1982 r. została przeniesiona do kościoła Matki Boskiej Anielskiej, a na jej miejscu znajduje się dziś replika. Mieszkańcy są przekonani o opatrzności czuwającej nad tym miejscem – ominęły je: zawierucha wojenna (kapliczka ostała się pomimo bliskości frontu) i wyładowania atmosferyczne. W latach 80. piorun uderzył tuż obok oddalonej o 6 m potężnej lipy, aktualnie pomnika przyrody, i uszkodził krzyż pod nią stojący, ale w taki sposób, że wizerunek Chrystusa pozostał niezniszczony. Na uwagę zasługuje też inna kapliczka, wybudowana przez Katarzynę Susz w latach 30. jako podziękowanie za szczęśliwy powrót z Ameryki; poniżej widoczne są jeszcze ruiny jej domu i studnia.


Niemi świadkowie


Na terenie leśnictwa utworzono ścieżkę spacerową składającą się z dwóch tras. Całość obejmuje 10 przystanków. Pierwszy zlokalizowano w miejscu, gdzie w 1942 r. zamordowano kilkaset Żydów z dębickiego getta i okolicznych miejscowości. Dziś przypomina o tym pomnik i buk, pod którym ich rozstrzelano. Trzeci przystanek znajduje się przy krzyżu postawionym dla upamiętnienia śmierci syna organisty, rozstrzelanego przez Rosjan podczas I wojny światowej.


Uczta dla oka


Leśnictwo Wolica obejmuje okolice Stasiówki, Nagawczyny, Zawady, Gumnisk, Latoszyna i Dębicy. Ukształtowanie terenu (mocne pofałdowanie) sprawia, że wiele tu malowniczych widoków, także panoramicznych. Warto odwiedzić te tereny szczególnie wiosną, gdy kwitną zawilce, tworząc kwiatowe dywany, i jesienią ze względu na feerię barwnych liści (blisko 90% drzew to buki).

 

Leśnictwo Berdech – gdzie diabeł mówi dobranoc


Ten, komu nie pokazano, gdzie znajduje się leśniczówka Berdech, będzie miał problem z jej odnalezieniem. Ale kto raz trafił w to miejsce, najpewniej do niego wróci. Podobnie jest z pobliskim Zamczyskiem i Głodomankiem, średniowiecznymi grodami.


Berdech jest leśnictwem, które leśnicy klasyfikują jako górskie. Trudniej prowadzi się tu prace związane z wycinką drzew, nadzorem terenu. Zrywkę drewna nadal częściowo wykonuje się przy pomocy koni. Obok leśniczówki stoją jeszcze pomieszczenia gospodarcze, które kiedyś wykorzystywano jako stajnie dla zwierząt. Dziś podnajmuje się je od okolicznych gospodarzy. Prowadzona jest tu uprawa modrzewia z sadzonek przywiezionych z okolic Pienin. Pozyskuje się z nich nasiona. Plantację, podobnie jak malownicze jary, które okresowo wypełniają się wodą, stając się korytami dla strumieni, można zobaczyć poruszając się głównymi traktami leśnymi, przejezdnymi także dla samochodów.


Puszczyk przeprowadził się do lipy


O sarnę, dzika, zająca i lisa nietrudno tu, podobnie jak w innych leśnictwach. Ale już siedliskami podwodnych smoków (jak niektórzy mówią o traszkach) i salamandry plamistej nie wszyscy mogą się pochwalić. A Berdech może. Tomasz Ryba, leśniczy, podczas wykonywania czynności służbowych na jednej trasie natknął się na 6 salamander. Płazy lubią tereny wilgotne, więc mają tu doskonałe warunki do bytowania. Dobrze czuje się tutaj również puszczyk, który przez kilka lat gnieździł się w kominie leśniczówki. Ostatnio przeniósł się do dziupli w starej lipie. Rośnie ona tuż obok dębowej alei. Na 120-letnich drzewach powieszono budki lęgowe dla sikor, które nie omieszkały z zaproszenia skorzystać. Oprócz nich w okolicy leśniczówki słychać śpiew zięby i dzięcioła (kilku gatunków).


Po gajówce zostały jabłonie


Bogactwo roślinności widać w leśnictwie szczególnie wiosną, gdy kwitną kwiaty. Dominuje kolor żółty za sprawą kaczeńców, pierwiosnków i podbiału, który upodobał sobie przydrożne rowy. Z kolei późne lato to czas, kiedy zakwita zimowit jesienny. W okolicach przystanku nr 3 na trasie edukacyjnej jest sporej wielkości naturalne stanowisko tego kwiatu. Swój raj mają tu też amatorzy grzybobrania, w szczególności smakosze kurek. Z ciekawszych okazów znaleźć można podgrzybka pasożytniczego, żagiew okółkową (przez miejscowych zwaną gronówką), zasłonaka fioletowego, lejkowca dętego, szmaciaka. Choć niektóre z nich mają dziwne nazwy i jeszcze bardziej zaskakujący wygląd (np. szmaciak przypomina kalafiora) wszystkie są jadalne. Zaskakującym odkryciem mogą być dla turysty 2 jabłonie rosnące w środku lasu. Okazuje się, że kiedyś była tu gajówka. Dziś nie ma po niej śladu, zostały tylko te drzewa.


Podobno malował Matejko


Jadąc dębową aleją, można odnieść wrażenie, że na jej końcu znajdziemy dworek szlachecki rodem z Soplicowa. I jest w tym oczekiwaniu coś uzasadnionego, bo podobno kiedyś był tu folwark należący do Atanazego Raczyńskiego. W latach 1884-1893 mieszkał w nim pisarz Ignacy Maciejowski. Właśnie w Braciejowej powstały nowele tj. Hanka, Zalotnica, Kasia, Ścieżka przed chatą. Odwiedzali go krakowscy artyści, między innymi Adam Asnyk i Jan Matejko. Ten ostatni miał na ścianach zostawić malowidła. W czasie II wojny światowej w budynku mieściła się siedziba II Zgrupowania AK. W 1944 r. dwór spłonął. Z Braciejową łączy się też historia dwóch wielkich artystów: Tadeusza Kantora i Krzysztofa Pendereckiego. Ich los wiąże osoba wspólnego przodka – Jana Bergera, którego w 1885 r. pochowano na cmentarzu w Gumniskach. Także bardziej współczesna historia rodziny Pendereckich prowadzi na te tereny. W 1939 r. Maria i Stanisław Kosowscy przez miesiąc gościli matkę Krzysztofa Pendereckiego, która uciekła z miasta po tym, jak Niemcy zbombardowali Dębicę.


Opowieść o Dobroszy


W Braciejowej założono dwie średniowieczne osady. Pierwsza, Głodomank, mieściła się na Okopie i zajmowała około 4 ha. Gród zniszczyli Morawianie. Legenda opowiada o bohaterskiej Dobroszy, która, narażając życie, wymknęła się z osady po wodę. Śledzona przez najeźdźców, ściągnęła na mieszkańców zgubę. Stanisław Kosowski, sołtys Braciejowej, potwierdza, że do dziś u podnóży Okopu znajdują się źródła, widoczne są też dwa wały. Z kolei po grodzie na wzgórzu Zamczysko zostały dwa doły, kiedyś służące prawdopodobnie za piwnice. Jeszcze przed I wojną światową wgłębienia wyłożone były kamieniami. Austriacy wykorzystali je do utwardzenia drogi. Również średniowieczny rodowód ma legenda o skarbach ukrytych na Berdechu, które miały być przeznaczone na odbudowę kościoła. Informację o tym można znaleźć u Oskara Kolberga. Karol Ozga wskazuje na Jorgę, ubogiego wieśniaka, który kosztowności złupionych przez Tatarów nie oddał właścicielowi, ale zakopał na górze. Nadal pozostają nieodnalezione…


Leśnictwo Gumniska – gdzie płonęły ognie


Sam Perun miał dwukrotnie upomnieć się o swoje ziemie, niszcząc latoszyński kurort, słynący z leczniczych wód. Ostatnie płomienie związane były z działaniami wojennymi. Gumniska spalono niemal w stu procentach, ocalało jedynie siedem domów.


Palana Gera króluje nad Latoszynem. Kiedyś było to miejsce święte, siedziba boga Peruna. Na jej szczycie kapłani, zwani żercami, strzegli ognia i opiekowali się krukami, które również otaczano boską czcią. Morawianie chrystianizując Latoszyn, spalili świętą górę, by uniemożliwić ochrzczonym kontakt z dawnym bóstwem. Ale ta do dzisiaj zachowała majestat. Śladem ewangelizacji jest także wzniesienie Cerekiew, gdzie mieli mieszkać benedyktyni Przemysł i Bożydar. Obwarowali wzgórze, na którym obok świątyni zbudowali też swe chaty.


Skarby Latoszyna


Kiedyś spod świętego dębu biło źródło mające lecznicze właściwości. Tak jest i dziś, tyle że ujście wody zasypano, a zbudowano studnię. Po raz pierwszy wspomina o nim Henryk Leciejewski w XVI w., później Ewaryst Kuropatnicki w XVIII w. Uzdrowisko dysponujące wodami siarczanymi, 150 lat temu cieszyło się dużą popularnością. Po wojnie nie odzyskało świetności. Nie pomogły modlitwy Na północnym stoku Palanej Gery, w linii prostej od kościoła w Latoszynie, pod samym lasem, stoi kapliczka. Mieszkańcy wsi mają o nią staranie – wokół posadzono cyprysy, róże, fiołki. Na symbolicznym grobie stoi 11 zniczy. Miejsce to jest zbiorową mogiłą zmarłych na cholerę w 1831 r. Legenda wspomina o Czarnej Pani, która wędrowała, udając potrzebującą. Czyją chatę odwiedziła, ten umierał na zarazę. Z inną historią wiąże się krzyż stojący przy drodze prowadzącej z Gumnisk na Gołęczynę (przez Podgrodzie). Upamiętnia tragicznie zmarłych w wyniku wybuchu niewypałów wojennych.


Kto podróżował po tych lasach?


Przez Dębicę i przyległe do niej miejscowości przebiegały kiedyś trakty łączące północ kraju z południem, zachód ze wschodem. Stąd mogły mieć miejsce wydarzenia, o których wspomina w książce W cieniu Palany Gery Karol Ozga – podróże kupców poruszających się szlakiem bursztynowym i przejazd oddziału hetmana Sieniawskiego w drodze pod Wiedeń. Handlarze stanowili dużą pokusę dla rabusiów – jednym z nich był rycerz Kot, mieszkający na zboczu Spalonej Góry. Jego posiadłość (tzw. Koci Zamek) zamieniła się w skałę, a jego kompani w sowy, gdy wraz ze swymi towarzyszami pohańbił relikwie pątnika wracającego z Ziemi Świętej. Południk wziął zaś swą nazwę stąd, że zatrzymali się tu na południowy odpoczynek rycerze jadący na odsiecz wiedeńską.


Pamięć o bohaterach


Na terenie leśnictwa swoją obecność zaznaczyli też inni bohaterowie. Mowa tu o żołnierzach, którzy na Kałużówce stoczyli największą bitwę partyzancką w Polsce południowo-wschodniej. Kilkunastu poświęciło swoje życie. W 1984 r. odsłonięto pomnik upamiętniający poległych w
czasie akcji Burza. Polana, na której stoi, znajduje się na trasie ścieżki przyrodniczo-leśnej Południk. Długość całego odcinka to około 3 km.


Podarowane przez naturę


Gumniska są najmniejszym z leśnictw w obrębie Nadleśnictwa Dębica. Ale na obszarze 809 ha znaleźć można prawdziwe perełki przyrodnicze. Ukształtowanie terenu sprawia, że spacer po leśnictwie to prawdziwa uczta dla oka – z jednej strony panorama Dębicy, z drugiej widoki na pasmo Brzanki, stawy w Strzegocicach, dolinę Wisłoki. Równie duże wrażenie robią wąwozy w okolicy Łazienek, głębokie na kilka metrów. Także rzeka Ostra, płynąca w malowniczej dolinie, ma urok górskiego potoku – płytka, ale rozlewająca się szerokim korytem. Od kilku lat cyklicznie organizuje się nad brzegami strumienia festyn Płukanie złota, nawiązujący do tradycji wydobywania z Ostrej tego drogocennego kruszcu.

Leśnictwo Jaworze – konwalie pachną w maju


Niedźwiedzia już nie spotkamy, bo przestraszył się ciągnika i uciekł. Przy odrobinie szczęścia możemy usłyszeć jelenie walczące o względy łani. Jest coś niezwykłego w Jaworzu, że wciąż zdarzają się tu niecodzienne historie. A leśniczówka zamiast w pobliżu lasu znajduje się nad rzeką.


Leśnictwo Jaworze leży na terenie 4 gmin (Dębica, Pilzno, Brzostek, Jodłowa). Przecina je Wisłoka. Na Górze Przeczyckiej (Zamczysku) istniało w średniowieczu grodzisko. Mieszkańcy w czasie prac polowych znajdowali w tym miejscu różne przedmioty, np. groty do strzał. Można wciąż zobaczyć ślady wałów. W lasach Zawadki Brzosteckiej i Gorzejowej znajdują się cmentarze z I wojny światowej, a na wzgórzu na granicy Przeczycy i Jodłowej, jest miejsce spoczynku Żydów, zamordowanych przez hitlerowców 10 lipca 1942 r. Na terenie Siedlisk znajdziemy relikt PRL-u – tablicę z 1974 r. upamiętniającą 30 rocznicę założenia MO i SB. Powstała w hołdzie sierżantowi MO Stanisławowi Trzcińskiemu, poległemu w walce o utrzymanie władzy ludowej. Konsekwencją przemian powojennych jest spora liczba lasów prywatnych w okolicy Połomii. Ich ostatni właściciel – Garbaczyński – wiedząc o zbliżającej się nacjonalizacji, rozdzielił ziemię na krewnych i na służących. W ten sposób ocalił ją przed upaństwowieniem.


Czas honoru


II wojna światowa to całkiem osobny rozdział. Na trwałe zapisali się w niej pewien dobry Niemiec i bezwzględny Polak. Po bitwie na Kałużówce ok. 380 ludzi wegetowało w jaworzańskim lesie. Wielu było rannych. Brakowało żywności, a teren był otoczony przez wroga. Za pośrednictwem Żaby (Wandy Kałużyńskiej) z Wojskowej Służby Kobiet, ppłk von Graaf zaproponował polskiej stronie, że przez 48 godzin nie obsadzi kilku posterunków, by żołnierze mogli wydostać się z pułapki. Zgodził się na wywiezienie rannych furmanką. Gębiczyna kojarzona jest z Polakiem, który wzbogacił się na krzywdzie Żydów. Obiecywał im kryjówkę, a potem oddawał w ręce Niemców, ograbiwszy z kosztowności. Sprawiedliwość mieli mu wymierzyć partyzanci, wykonując na nim wyrok śmierci, a potem natura. Ziemia nie wydawała plonów na terenie należącym do spadkobierców okrutnika, sytuacja zmieniła się wraz ze sprzedażą gruntów obcej osobie.


Mielili zboże w nocy


Ukryty w głębi lasu w Jaworzu Dolnym stoi ponad 100-letni młyn. Podczas wojny świadczył usługi okupantowi (bo musiał) i Polakom (z ochoty). – Niemcy przychodzili w dzień, partyzanci nocą – wspomina Eugeniusz Szczepanik, aktualny młynarz. Sam budynek ma wartość historyczną – najpierw maszyny poruszano kołem wodnym, potem zamontowano turbinę, a jeszcze później silnik spalinowy. Obecnie wykorzystuje się energię elektryczną. Młyn założył Sebastian Tobiasz, później należał do jego syna Franciszka. Obecnie jest własnością zięcia Franciszka Tobiasza i Teresy Garbaczyńskiej. – Eugeniusza Szczepanika (pracuje w nim już od 28 lat).

Jelenie zostały na stałe


Do leśnictwa można przyjechać z zamkniętymi oczami i w taki też sposób je poznawać. Po to, by dać się porwać zapachom i dźwiękom. W okolicy byłego ośrodka wypoczynkowego znajduje się wiele stanowisk konwalii. Kwiat występuje łanowo, więc w maju zapach jest bardzo intensywny. Ucztą dla ucha będzie ryk jeleni, które w okolicy Siedlisk Bogusz mają rykowisko. – We wrześniu, październiku, wieczorem, odgłosy walk przeszywają człowieka – mówi leśniczy Tomasz Bysiewicz. Jeleni jest coraz więcej. Podchodzą z Bieszczad i z Parku Magurskiego. Dawniej migrowały okresowo w poszukiwaniu jedzenia, aktualnie około 10 osobników przebywa tu na stałe. Na uwagę zasługują też 3 stanowiska czarki szkarłatnej (grzyb chroniony) i pomniki przyrody – bluszcze kwitnące. Znajdują się w dość niedostępnych miejscach – oplatają dęby, olsze na podmokłych terenach, na skarpach.

 Leśnictwo Brzostek – uczta dla oka


Wszystkiego ci tam dostatek – powiedziałby pewnie Władysław Jagiełło. Zwierzyny na polowania w bród, roślin o nieocenionych walorach smakowych i leczniczych tyleż samo. Leśnictwo nie jest jednym kompleksem, ale zbiorem wielu małych, stąd i otwartej przestrzeni na bitwy, w razie potrzeby, nie brakuje. Gdyby nie wybrał Grunwaldu, to kto wie…


Kiedyś na terenie leśnictwa rosła bujna puszcza. Aktywność człowieka, dla którego ziemia była żywicielką, sprawiła, że drzew z czasem ubywało, a na ich miejscu pojawiały się pola uprawne. Dziś, dzięki tym uwarunkowaniom historycznym, krajobraz jest tu bardzo malowniczy. Brzostek to najwyżej położone leśnictwo w powiecie, więc widoki zyskują jeszcze na atrakcyjności ze względu na panoramy. Najwyższy punktem jest Klonowa Góra. Przez jej pasmo przechodzi dobrze utrzymany niebieski szlak z Dębicy do Odrzykonia. Rozpoczyna się tam także trasa na góry Bardo i Chełm. Jeśli zgodzimy się z twierdzeniem, że polski krajobraz znaczony jest przez wieże kościołów, to prawdziwe są też słowa, że galicyjski krajobraz określają przydrożne krzyże i kapliczki. W Brzostku i okolicznych wsiach znajdziemy ich wiele, w tym również mające wartość historyczną, jak choćby liczne kapliczki słupoże obecnie. Historia ukryta jest też w nazwach samych lasów, pochodzących od cech topograficznych lub stosunków własnościowych. I tak poszczególne fragmenty lasów nazywane są: Pankową Górą, Tokarką, Jeziorami, Rybią Górą, Uroczyskiem, Donicami, Sołtysiem, Świnią Górą, Lasem nad Tłokiem, Opalonym. Ciekawa jest genealogia Winnej Góry – wzniesienie podobno nie powstało naturalnie, ale zostało usypane przez człowieka. Prawdopodobnie była tam winnica, a o planowych działaniach ogrodniczych na tym terenie świadczy choćby krzak czerwonej porzeczki znaleziony podczas spaceru przez Elżbietę Dziadurę. Miejscowi ludzie opowiadają, że z Winnej Góry do ruin pobliskiego dworku prowadził kiedyś tunel.


Kamera, czyli państwowe


Być może najwięcej o charakterze leśnictwa powie fakt, że znajduje się tu park krajobrazowy – Czarnorzecko-strzyzowski. Perłą jest kłokoczka południowa (zlokalizowano tu ponad 330 sztuk tej rośliny). Świadomość, że jej główne siedliska występują w Rumunii oraz w Bułgarii, zmienia perspektywę spojrzenia na spacer. Jego atrakcyjność wzrośnie jeszcze bardziej, gdy spróbujemy się wsłuchać w klekot nasion w skórzastych torebkach, wywoływany przez podmuchy wiatru. Słowiańska nazwa tej rośliny (w której występuje właśnie rdzeń wyrazu klok lub klek) mają związek właśnie z tymi charakterystycznymi dla rośliny dźwiękami.


Co jeszcze warto wiedzieć?


Można do Leśnictwa Brzostek przyjechać na maliny, jeżyny, dziką różę, borówki. Można też wybrać się na kozaki, borowiki, gołąbki i opieńki. Różnorodność roślin sprawia, że nie trzeba ich dosadzać, jak w wielu innych leśnictwach. Z myślą o ptakach drzewostan uzupełniany jest jedynie o czereśnię. Leśniczy Andrzej Witek zwraca uwagę, że ta rozmaitość gatunkowa sprawia, że trzeba być też przygotowanym na nieprzyjemne niespodzianki. Do takich może należeć spotkanie na talerzu z borowikiem ceglastoporym. Pojawił się w tym roku już pod koniec maja i dla niewprawnego grzybiarza stanowi zagrożenie. – Trzeba go dwukrotnie obgotować, wtedy jest jadalny – uczula leśniczy. Leśnictwo upodobały sobie nietoperze i kruki. Dla tych pierwszych kilka lat temu zbudowano wygodne M-1, te drugie podobno można nauczyć mówić. Kolekcjonerzy wrażeń nie powinni ominąć plantacji jodły kaukaskiej – jedynej takiej uprawy w nadleśnictwie – której igły pachną cytrusami i prawdziwie mrocznego Czarciego Stawu.

 Leśnictwo Chotowa – zobacz na własne oczy krajobraz krajobraz księżycowy


Największy obszar i najuboższe gleby. Tak najkrócej można by scharakteryzować leśnictwo Chotowa. Czy warto je odwiedzić? Tak, jeśli chcemy zobaczyć ślady działalności lodowca, wydmowe wzniesienia, czarnego bociana i rośliny zjadające owady.


Na trasie Czarna – Chotowa, obserwować możemy łagodne fale pagórków porośnięte drzewami. To ślady działania lodowca, po ktorym zostały też gleby bielicowe. Rozwinęły się na wydmach śródlądowych. W okolicach ośrodka wypoczynkowego czekają na nas niespodzianki klimatyczne. Chłód bijący od wody, cień dawany przez drzewa i samo położenie na styku Kotliny Sandomierskiej i Pogórza Karpackiego odpowiadają za swoisty mikroklimat.


Zapach, który leczy


Powietrze pachnie tu sosną. Siedliska borowe to 80% leśnictwa. Dominują drzewa iglaste (w tym przypadku 70% to sosna, 10% brzoza, 10% dąb). Dzięki obecności naturalnych olejków eterycznych spacer staje się rodzajem aromaterapii. Sosna pozytywnie wpływa na układ oddechowy i nerwowy. Z kolei brzoza działa bakteriobójczo, a według radiestetów ma pozytywną energię. – Kiedy zobaczę ludzi obejmujących drzewa, będę wiedział, że czytali ten artykuł – śmieje się leśniczy Ryszard Jaskot. On również wierzy w leczniczą moc brzozy. Zdradza, że warto umieścić parę gałązek pod materacem, na którym śpimy.


Perła leśnictwa


Rezerwat Przyrody Torfy istnieje od 1997 r. Obejmuje zasięgiem lasy w Głowaczowej, w sumie 11,66 ha. Turyście nie wolno zbaczać z wyznaczonych ścieżek. Powalone drzewa sprawiają wrażenie, że znaleźliśmy się w miejscu zapomnianym przez świat. – To krajobraz księżycowy – mówi leśniczy. Pod ochroną są tu: mięsożerna rosiczka, żurawina błotna, turzyca bagienna, a także bagno zwyczajne, zwane inaczej leśnym rozmarynem. Krzew ten występuje już tylko w nielicznych parkach, a zagraża mu m. in. masowy zbiór gałązek, które sprzedaje się jako środek odstraszający mole. Rezerwat to także raj dla owadów, np. ważek, z którymi nietrudno się zderzyć, jadąc ścieżką edukacyjną na rowerze. Poza tym spotkamy tu żaby, zaskrońce i żmije. Te z reguły nie są żądne spotkania z człowiekiem. Z uwagi na obecność płazów pojawia się w rezerwacie bocian czarny. Nie gniazduje tu jednak, a jedynie przylatuje na żer.


Co zostawiły wojny?


Szczególną troską otaczają chotowianie grób nieznanego żołnierza. Podobno przed wykonaniem wyroku został zmuszony przez Niemców do wykopania sobie mogiły. Grobem opiekuje się społeczność szkoły w Chotowej. Niedaleko (przy drodze Chotowa – Pilzno) znajdują się tajemnicze ruiny. Po I wojnie światowej budynek ten zamieszkiwali wojenni inwalidzi. W latach 1939-44 służył jako schronienie dla uchodźców, spłonął podczas walk w 1944 r.

Miejsce, w którym straszy


Przy drodze Czarna – Chotowa stoi biały krzyż mający prawie 100 lat. Mieszkańcy twierdzą, że w miejscu tym straszy. Znane są różne historie wyjaśniające pochodzenie tajemniczych krzyków, dźwięków. Według jednej przejeżdżający obok krzyża bogaty mężczyzna dopuścił się bluźnierstwa – rozkazał Jezusowi zstąpić z krzyża. Inna opowieść mówi o frywolnym kawalerze, który został tu upomniany, by nie prowadził rozpustnego życia. Trzecia legenda opowiada o parobku obdartym z odzienia. Od tego czasu po lesie ma się rozlegać wołanie: koszule, koszule…

 Leśnictwo Machowa – tu dorastała cziczerone – muza muza Mickiewicza Mickiewicza Mickiewicza


Machowa to ludowe tradycje, malownicza sceneria ukrytego w głębi lasu stawu i umiłowanie natury, które kazało zachować w nienaruszonym stanie część leśnego kompleksu. Wypisz wymaluj jak w romantycznym świecie sprzed prawie 200 lat. Skoro jest tu mini matecznik, to swego czasu znalazł się i niedźwiedź. Nie ustrzelił go wprawdzie Jacek Soplica, ale polujący na niego leśniczy może pochwalić się sumiastym wąsem.


Dziś tereny wokół Machowej są dobrze znane. Na mapach gminnych znaleźć można nawet nazwy wiejskich przysiółków. W 1407 r., gdy lokowano wieś, podano jedynie, że sąsiaduje ona z Łękami. Kiedyś Machową otaczały gęste bory, sprzyjające izolacji sąsiednich miejscowości i lukom w podstawowych informacjach. Ten tajemniczy leśny kompleks zwano Czarnym Lasem. Był i żywicielem, i naturalną przeszkodą uniemożliwiającą pozyskanie ziemi pod uprawę. Gdy w jego posiadanie wszedł książę Sanguszko, zakazał chłopom polowań i karczunku, czego i tak potajemnie dokonywali.


Ciałem lub duchem związani z romantyzmem


W 1810 r. urodziła się Henrietta Ewa Ankwiczówna. Hrabianka, która wiele lat później oprowadzała Mickiewicza po Rzymie, dzieciństwo spędziła w otoczeniu machowskich lasów. Inną znaną postacią związaną z Leśnictwem Machowa jest Otto Schimek, austriacki żołnierz służący w czasie II wojny światowej w Wehrmachcie. Zginął za odmowę strzelania do polskich jeńców.


Leśna karczma przy Żelaznym krzyżu


Karczmy stanowiły dawniej ośrodki życia towarzyskiego i biznesowego. Bywało, że miejscowi chłopi dzień i noc pili, a żony donosiły im jedzenie. Jedna z karczm znajdowała się przy Żelaznym (Blaszanym) krzyżu. Była to niewielka leśna gospoda. Utarł się wśród miejscowych zwyczaj zatrzymywania się tu przy okazji załatwiania rozmaitych interesów. Także wtedy, gdy wozili umrzyków do oddalonego o kilkanaście kilometrów Straszęcina. A wozili często, bo dopiero w 1797 r. zbudowano w Machowej kościół. W opowieściach związanych z Żelaznym krzyżem pojawia się też postać leśnego smętka. Pewnego razu Józek miał wybrać się do młyna w Chotowej. Ponieważ nie posiadał konia, worek z ziarnem załadował na taczki. Pod krzyżem spotkał staruszka, który poprosił go o podwiezienie. Chłop zgodził się, ale nie odczuł ciężaru dodatkowego pasażera. Przy Białym Krzyżu dziadek zszedł. Wtedy Józek też nie zauważył różnicy w ciężarze ładunku. Dziadek zapłacił za przysługę 2 zł i zniknął. Chłop nigdy nie wyznał tajemnic, jakie opowiedział mu leśny smętek.

W romantycznej scenerii


Leśniczówka znajduje się w przysiółku Zalaźnica. To spokojna okolica na skraju lasu, nieco na uboczu wsi. Jest tu 10 domów, ale wygląda na to, że będzie ich więcej, bo sprowadzają się w te strony ludzie szukający ciszy i bezpośredniego kontaktu z naturą. Droga obok leśniczówki to równocześnie szlak rowerowy. Ze względu na jego oddalenie od głównych traktów komunikacyjnych chętnie uczęszczany jest przez rodziny z małymi dziećmi. Zmęczeni mogą zawsze odpocząć w miejscu przygotowanym przez leśników wyposażonym w ławeczki, stoliki, plac na ognisko. Spostrzegawczy turysta, mijając pola uprawne, wypatrzy wiosną wbite w ziemię małe drewniane krzyżyki przybrane ziołami. Mają one zapewnić rolnikom urodzaj. Rowerzyści upodobali sobie szczególnie pobliski staw śródleśny. Ponad 8 ha zbiornik wodny otoczony drzewami stanowi ostoję dzikiego ptactwa: perkoza, kurki wodnej, czapli przelotnej, trzciniaka zwyczajnego, samotnika, kaczki krzyżówki. W tym roku planowana jest jego rekultywacja.


Zielony mosteczek ugina się…


W biesiadnej piosence chłopiec obiecywał naprawić mostek i odprowadzić dziewczynę aż do lasa. W rezerwacie Słotwina nie miałby czego reperować, bo mostki (a jest ich tu sporo) utrzymane są w dobrym stanie. Powstały z myślą o osobach starszych i mniej sprawnych, dla których przejście po podmokłym terenie mogłoby być utrudnieniem. Inaczej sprawa ma się z dziewczyną, bo na randkę miejsce wydaje się wymarzone – leniwie wijący się Potok Machowski może dawać złudzenie, że czas się zatrzymał. Niepowtarzalny klimat tworzą też zielone dywany pióropusznika strusiego – rzadkiej, chronionej paproci. W Polsce przebiega północna granica zasięgu tego gatunku. W sierpniu lub wrześniu roślina wypuszcza około 60 cm pierzasty liść zarodnionośny, podobny do strusiego pióra (skąd nazwa rośliny).


 Leśnictwo Jawornik –  wciąż czeka na swojego Kolumba


Jawornik jest jak Ameryka przed Kolumbem. Nie ma tu szlaku turystycznego, nie wydano też folderu o leśnictwie. Tymczasem 1171 ha kompleksu ma wiele do zaoferowania – w szczególności wędkarzom, botanikom, ornitologom i miłośnikom bobrów.


Uzyskuje się tu 8000 kubików drewna rocznie. Las pracuje też w inny sposób. Trzy dęby zarabiają jako reproduktory. Uznane zostały za okazy doborowe, ich nasiona wykorzystuje się przy produkcji sadzonek na terenie całego kraju. Leśnictwo jest skąpane w świetle. To zasługa sosen i dębów – dominujących drzew – które przepuszczają sporo słonecznych promieni. Dzięki temu panuje tu bardzo przyjemny klimat. Drogi przystosowane są dla podróżujących i rowerem, i samochodem. Jawornik to jeden kompleks – można go objechać dookoła i wrócić do punktu wyjścia. Dla mających trudności z orientacją w terenie pomocą są tory kolejowe – po przekroczeniu znajdziemy się w Leśnictwie Wałki. Ponadto przechodzi tędy granica Małopolski i Podkarpacia. Turysta z poczuciem humoru znajdzie z pewnością wiele przyjemności w podróży szlakiem zabawnych nazw, jak: Głupia Wieś, Pniaki, Wysoki Koniec, Żarówka, Przeryty Bór.


Po doktorat do Jawornika


Pstrąga możemy zjeść nad Soliną. Tylko po co, skoro jest szansa, by złowić go w Czarniance. Spacerując wzdłuż koryta rzeki, można w dodatku spotkać bobra lub znaleźć ślady jego działalności w postaci ogryzionych drzew. Z kolei nad jednym z potoków znajdziemy pas objętej ochroną ciemiężycy zielonej. W Polsce rośnie głównie w górach, w Sudetach i w Karpatach. Dużo czasu spędzają tu łosie. Można do nich blisko podejść, bo nie są płochliwe. Na terenach leśnych przy nowo budowanych autostradach instaluje się budki lęgowe dla ptaków. Do Jawornika pracownicy naukowi Uniwersytetu Rzeszowskiego przywieźli ich 300. Oznaczono je czerwono-białymi taśmami. – Mamy tu prawdziwą ptasią autostradę – mówi leśniczy Marcin Sanicki. Budki dopasowane są do potrzeb muchołówki, szpaka, sikory, kowalika i wspomnianego pełzacza. – A te, które spadną dla nielotów – żartuje Marcin Sanicki. Na tropie starych dziejów Mieszkańcy Starego Jawornika twierdzą, że przez Czarniankę prowadził szlak kupiecki do Tarnowa. Podobno był tu mostek, a obok tatarska osada i karczma. Według jednej z wersji w miejscu tej ostatniej stoi teraz krzyż.


 Leśnictwo Wałki – jak Paryż


Podróżującym pociągiem na trasie Tarnów-Dębica Wałki kojarzą się przede wszystkim z brakiem zasięgu w telefonach komórkowych i ścianą drzew. Monotonia, o którą mógłby posądzić leśnictwo klient PKP, jest jednak pozorna. Rozgrywa się tu prawdziwa walka o przetrwanie pomiędzy amerykańskim dębem czerwonym a rodzimymi gatunkami drzew. Strona północna jest bardziej zabagniona, parking obok stadionu –kusi możliwością zapalenia ogniska, dwie stare leśniczówki zachwycają klimatem sprzed kilkudziesięciu lat, a na odważnych czeka leśny strażnik na szczycie 32-metrowej wieży.


Ogromną żelazną konstrukcję zbudowano 34 lata temu. Na wieży obserwacyjnej temperatura osiąga nawet 74 ºC. Praca w takich warunkach wydaje się niemożliwa, a jednak strażnik czuwa tu przez 6 miesięcy nad bezpieczeństwem lasu – od kwietnia do końca września – czyli w miesiącach, gdy istnieje największe ryzyko pożaru,. Przy pomocy lornetki kontroluje sytuację, by nie zwariować słucha zaś radia i czyta książki. Gdy widzi dym, daje znać odpowiednim służbom i biegnie, by pomóc w akcji. Jan Zdeb, leśny strażnik, rozróżnia rodzaje dymów po kolorach . – Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś pali opony. Może mnie to wprowadzić w błąd – mówi. Najczęściej palą się pobocza torów – zahamowany pociąg powoduje iskry, które z kolei zapalają trawy.


Monotonia to tylko pozory


70% drzewostanu stanowi sosna, 15 % dąb – przyznać trzeba, że niewielka to różnorodność. Kiedy jednak dodamy, że wśród wymienionych gatunków znajdują się rośliny rodzime i pochodzenia amerykańskiego, które nierzadko walczą między sobą o teren, brzmi to zupełnie inaczej. A jeśli jeszcze zdradzę, że drzewa, z którymi obecnie leśnicy mają najwięcej problemów, sprowadził tu kiedyś możny dziedzic, historia zaczyna nabierać rozmachu. Gatunkami introdukowanymi są: daglezja, sosna wejmutka, czeremcha amerykańska i dąb czerwony. Dwa ostatnie miał przywieźć w te okolice Sanguszko. Nie przewidział, że oba okażą się bardzo ekspansywne i w przyszłości zagrożą rodzimej florze. Dębowi czerwonemu pomaga dodatkowo sójka, roznosząc jego nasiona. Odwiedzający leśnictwo Wałki mogą spróbować wykonać 3 zadania związane z tym drzewem: 1) znaleźć różnice pomiędzy gatunkiem polskim i sprowadzanym, 2) odszukać dąb trójnóg rosnący niedaleko ścieżki edukacyjnej i 3) przespacerować się imponującą dębową aleją w Żdżarach usytuowaną wzdłuż kompleksu stawowego. Dodatkową atrakcją będzie niewątpliwie spotkanie kumaka występującego na obszarze stawów i terenie im przyległym. Można go łatwo rozpoznać dzięki jaskrawemu wzorowi na brzuchu, który pokazuje jedynie w wypadku zagrożenia, by ostrzec napastnika przed swoim jadem.

Legenda o rozpustnym władcy


Karol Ozga w książce W cieniu Palany Gery wspomina o Żurawieńcu – obszarze moczarów pomiędzy Żdżarami a Pogórską Wolą. Według lokalnej legendy miał tu kiedyś stać zamek rycerza Jana Starży. Od momentu, gdy wszedł on w posiadanie jego najmłodszego syna Zbysława, przestał cieszyć się dobrą opinią. Nowy władca spędzał czas na suto zakrapianych ucztach, gorsząc przede wszystkim nadwornego kapelana, którego z czasem wypędzono. Odchodząc, przestrzegał rozpustnika przed wiecznymi mękami w piekle. Przepowiednia sprawdziła się za sprawą Tatarów. Dowiedziawszy się o bogactwach Zbysława, zapragnęli oni zdobyć zamek. Posłużyli się do tego celu okolicznymi kupcami, którzy w obawie przed tatarską zemstą na ich najbliższych, upili biesiadników i umożliwili najeźdźcy atak. Zbysław i jego towarzysze zabarykadowali się w kaplicy i tam przypomnieli sobie słowa księdza. Wtedy właściciel włości wyraził życzenie, że chce trafić prosto do piekła, bez uprzedniego spotkania z Tatarami. Tak też się stało – zamek zapadł się pod ziemię, a na jego miejscu powstało jezioro, gdzie zagnieździły się żurawie.


Pamiątki po wojnie


O wojennych wydarzeniach na terenie okolicznych lasów dowiemy się, idąc śladem mogił. Tych, o których pamięć jest wciąż żywa, znajdziemy dwie. Jeden grób mieści się na terenie ruin tartaku. – Według miejscowych ludzi AK miało tu zlikwidować sabotażystę – wyjaśnia Bogusław Usień, pracownik służb leśnych. Teraz w tym miejscu stoi kapliczka z figurą Maryi, wykonana przez miejscowego emerytowanego nauczyciela matematyki Jana Kutę. Sam tartak parowy należał do rodziny Sanguszków. W latach 1910- 1920 wywożono z niego tarcicę doprowadzoną specjalnie bocznicą kolejową. Właściciel zdecydował się przenieść tartak do Tarnowa, ale jeszcze w czasie II Wojny Światowej wykorzystywali go Niemcy .Druga mogiła mieści się na śródleśnej łące. W nocy, z 14 na 15 sierpnia 1944 r., rozbił się tu trafiony przez artylerię niemiecką aliancki samolot niosący pomoc powstańcom warszawskim. Zginęło wtedy 7 lotników. W miejscu katastrofy znajduje się pamiątkowy głaz.

Leśnictwo Pustków – mrówki są tu pod ochroną


Rozległy teren wydał się szczególnie atrakcyjny Niemcom, którzy w czasie wojny utworzyli tu poligon doświadczalny. Do dziś można odnaleźć dowody ich obecności, m.in. ślady po domu publicznym. Pustków jest trzecim pod względem wielkości leśnictwem w Nadleśnictwie Dębica.


Położenie na skraju Płaskowyżu Kolbuszowskiego, na granicy z Zapadliskiem Podkarpackim odpowiada za różnorodność geologiczną obszaru.


Gra światła i kolorów


Ścieżka Bluszcze ma 4 km. Przejście 8 przystanków zajmuje ok. 2 godzin. Las jest różnowiekowy i wielopiętrowy. Wiosną, gdy drzewa nie mają jeszcze liści, efektownie prezentują się rośliny runa leśnego. Idąc w stronę stawu, można podziwiać różnorodną paletę barw z kwiatów – białych zawilców i gwiazdnic wielokwiatowych, złocistych niecierpków, fioletowo-różowych szczawików zajęczych, miodunek i dąbrówek rozłogowych. Przy stawie zobaczymy roślinność charakterystyczną dla terenów podmokłych. Na trasie ścieżki znajduje się szkółka (22 ha). Rocznie rozmnaża się tu około miliona sadzonek iglastych, 1,3 miliona liściastych. Na terenie szkółki można rozpalić ognisko i zwiedzić ekspozycję narzędzi używanych w leśnictwie dawniej i obecnie, preparowane zwierzęta, gniazda ptaków.


Życie dzikich zwierząt


Bystry obserwator zauważy, że kopce mrowisk są tu ogrodzone. W ten sposób leśnicy chronią mrówki przed dzikami. Dzieci z pewnością zainteresują lizawki – słupki z otworami, w których znajduje się sól. Służy zwierzynie do uzupełniania składników pokarmowych. Lizawek jest 40.


Góra Stanisława Króla


Królowa Góra zawdzięcza swoją nazwę poprzedniemu właścicielowi – Stanisławowi Królowi. Dziś częściej mówi się o niej Góra Śmierci – od zbiorowych mogił ludności cywilnej zmarłej lub zamordowanej w obozie pracy (zginęło tu ok. 15.000 ludzi różnych nacji).


Wehrmacht dbał o wygody


Najlepiej zachowały się ringi (betonowe drogi w kształcie okręgów). Było ich 5, do dziś przetrwały 4, a właściwie 3, bo pierwszy stanowi integralną część osiedla. Przez Niemców jako jedyny został wybrukowany, a po wojnie bruk ściągnięto i wywieziono do Warszawy razem ze słupami oświetleniowymi, by odbudować stolicę (to wersja oficjalna). Nieoficjalnie mówi się, że użyto go przy zagospodarowaniu terenu przed siedzibą PZPR w Rzeszowie. W lesie można znaleźć pozostałości po poligonowych budowlach, np. zagłębienie w miejscu domu publicznego zwanego Leśną Kawiarnią, pomiędzy Królową Górą a szkółką leśną. Zachowały się też przedwojenne wille, w których mieszkali esesmani, a później bohater ZSRR Iwan Koniew ze swoim sztabem.

Zostały kurhany


W pobliżu Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka w 1976 r. odkryto średniowieczne groby. Jest ich 19. Cmentarzysko ma regularną budowę – kurhany ułożone są w trzech równoległych rzędach. Różnią się wysokością, którą częściowo zniwelował czas i działalność człowieka. Badacze znaleźli tu kości dziecka, osoby dorosłej, zwierzęcia i szczątki popielnicy. Wenecjanie i bażanty Brzeźnica-Borek to adres Joanny i Andrzeja Wilczyńskich. Ich dom nie przypomina żadnego z okolicznych. Przed wojną stanowił własność Edwarda Raczyńskiego. W miesiącach wakacyjnych Raczyńscy z Potockimi spotykali się tu na łowach. W razie niepowodzenia myśliwych gospodyni miała do dyspozycji bażanty hodowane w zagrodzie. Budynek był podpiwniczony. Miał krużganki, wieżyczki, ozdobne balustrady, sufity pokryte freskami. Do wystroju wnętrz zatrudniono weneckich artystów. Dziś przekształcono go w prostokątną bryłę, po bażantarni, stajniach i budynkach gospodarczych nie ma śladu. – Dom nie był wciągnięty na listę zabytków. Zmieniono jego charakter, a my przeprowadziliśmy generalny remont – mówi Joanna Wilczyńska. Obecna właścicielka pamięta aleję starych drzew wzdłuż budynku. Dziś pozostały jedynie dwa okazy.


Barbara Kmiecik – Niedziela
Materiały opublikowano za zgodą autorki. Kopiowanie i wykorzystywanie artykułów wymaga zgody.